|
piątek, 27 kwietnia 2012
Pitu pitu
Jak dorwę tego frajera co wymyślił podatek dochodowy, to mu nogi z głowy powyrywam. Nie dość że zmarnowałem kilka godzin na wypełnianie debilnych formularzy, to jeszcze dziś rano traciłem czas na stanie w kolejce. A pomnóżmy sobie moje PIT-owe potyczki przez jakieś 30mln podatników. Każdy z nas mógłby w tym czasie zrobić coś pożytecznego, wytworzyć wartość dodaną lub chociażby zwiększyć przyrost naturalny. Takie pokłady energii zmarnowane. A jeśli nie, to można by przynajmniej poobijać się w przyjemny sposób przy piwie lub winie. Ale kicha. Trzeba zasuwać do skarbówki. W każdym razie złożyłem dziś PIT-a i, wbrew mojemu wcześniejszemu przekonaniu, czeka mnie zwrot nadpłaconego podatku. Cóż, powinienem się cieszyć jak wyborca do telewizora. Jednak jest wręcz przeciwnie. Jestem wkurzony. I kompletnie nie rozumiem np. wyklinania mojej koleżanki z pracy, która musiała dopłacić parędziesiąt złotych. W społeczeństwie polskim panuje dziwaczne przekonanie, że zwrot podatku to coś, co Urząd Skarbowy daje obywatelowi. Nie! Skarbówka nic obywatelowi nie daje. Jest tylko maszynką do wyciągania pieniędzy z naszych kieszeni. Natomiast zwrot podatku, to nic innego jak tylko łaskawe oddanie nieoprocentowanej pożyczki, jaką państwo zaciągnęło od nas, w ogóle nie pytając nas o zdanie. Mój zwrot podatku to wyłącznie moje pieniądze, które należą mi się jak psu buda, a ci bandyci obracają sobie nimi wg własnej woli. Nie dość że przez rok zabierali mi piątą część wypłaty (tylko z tytułu podatku dochodowego) to teraz jeszcze każą grzecznie czekać w tłumie skaczących cen, na tę część pieniędzy, którą policzyli sobie w większym stopniu niż mówili, że policzą. I z czego tu się cieszyć? Co innego moja wspomniana koleżanka. Ona oczywiście płaci tyle samo podatku co ja, ale płaci go w innym terminie. Mogła swoimi pieniędzmi znacznie dłużej rozporządzać. Złodzieje przyszli i ją okradli Państwo przyszło i pobrało od niej podatek dużo później, niż ode mnie. Jest więc dla mnie rzeczą niepojętą ta irytacja Polaków, którzy mają niedopłatę podatku oraz orgazm tych, którzy czekają na zwrot. Ale jeszcze bardziej nie rozumiem tej akceptacji i pokornej zgody na system, który karze za przedsiębiorczość i pracowitość, który zabiera 2/3 wypracowanych pieniędzy i każe nam każdego roku stać w kolejce do złożenia PIT-a. No ale może rzeczywiście Polakom to pasuje, skoro nie są w stanie dostrzec tak prostych związków między zdarzeniami gospodarczymi związanym z ich pieniędzmi i tak się bulwersują, gdy państwo odbiera im pieniądze kilka miesięcy później niż innym, a cieszą się gdy owe skarbówka liczy sobie więcej niż wcześniej ustaliła. Ok. Niech się cieszą. Nie mój cyrk – nie moje małpy. Niech się oddają w niewolę. Niech przekazują państwu swój czas, swoje pieniądze, swój majątek, ale ja nie mam zamiaru się na to godzić.
sobota, 21 kwietnia 2012
Barbarzyństwo
Od poniedziałku w Norwegii trwa proces Breivika. Przypomnę tylko, że ten bandyta w zeszłym roku zastrzelił 69 uczestników młodzieżowego obozu norweskiej Partii Pracy. Strzelać do socjalistów – jestem w stanie to zrozumieć, ale NIE DO DZIECI! Jedno zasadnicze pytanie: co stało na przeszkodzie , aby w ciągu tygodnia od masakry facet dyndał? W normalnym kraju tak by było. A w Europie, prawie rok po wydarzeniach proces nie może się zacząć, bo okazało się, że jeden z ławników, zaraz po zdarzeniu zażądał kary śmierci. Słusznie żądał, bo to w tej sytuacji jedyna sprawiedliwa kara. Ale europejska sprawiedliwość wygląda tak, że za każdego zabitego małego socjalistę Breivik posiedzi kilka miesięcy. Ale nie tylko u nas w Europie jest syf. Gazta.pl donosi o „wrzeniu w RPA”. Ośmiu (czarnoskórych?) mężczyzn dokonało tam gwałtu na upośledzonej, siedemnastoletniej dziewczynie. Całość nagrali telefonem i puścili w Internet. Na stronie można przeczytać, że jeżeli okaże się, że jest ona faktycznie upośledzona, kwalifikacja przestępstwa zostanie zmieniona na „poważne”, które zakłada nawet karę dożywocia. CO?! To zbiorowy gwałt na zdrowej dziewczynie nie jest poważnym przestępstwem?! I za takie bestialstwo grozi im tylko dożywocie? Jeśli to jest cywilizowany świat, to boję się pomyśleć, jak wygląda barbarzyństwo.
piątek, 20 kwietnia 2012
O bąkach, prostytutkach i farmaceutach
Kilku posłów partii rządzącej wpadło na pomysł, aby farmaceuci mieli prawo odmówić sprzedaży leków antykoncepcyjnych. Bo dzisiaj, jak wiemy, bierze się niewinnych, kompletnie niezwiązanych z farmacją ludzi z ulicy, zamyka się ich w aptekach i zmusza do sprzedawania leków pod groźbą zastrzelenia rodziny i sąsiadów. A niestety wśród tych leków są też środki antykoncepcyjne, których sprzedaż narusza sumienie niektórych z porywanych i trzymanych przymusowo w aptekach ludzi. Teraz, dzięki PO i posłowi Żelakowi, będą już mogli być zmuszaniu do pracy w aptece, ale już nie sprzedaży leków. Wspaniale. Dziękujemy. Czekam na ustawę, która uwolni prostytutki stojące na ulicach od robienia lodów, jeśli by owe lody naruszały ich sumienie oraz gangsterów, którzy są zmuszani do zbierania haraczy i handlu narkotykami, gdyby to było niezgodne z ich poczuciem moralności. Aa! Jeszcze księgowych, aby nie musieli księgować faktur za towary i usługi objęte 23% VAT-em. Bo ja takie wysokie podatki uważam za nieprzyzwoite. Ja chcę być księgowym, ale żebym nie musiał księgować. A z drugiej strony, co to za chory system, gdzie o tym, czy ja coś sprzedam drugiemu facetowi, czy nie, decydują politykowie. W normalnym kraju każdy aptekarz (lekarz, businessman, prostytutka, etatowy pracownik księgowości) robi interesy z kim chce. Jeśli przychodzę do apteki i pani mgr nie chce mi czegoś sprzedać, to idę do drugiej, a ta pierwsza w sposób naturalny wylatuje (lub nie) z rynku i problem z głowy. A w Polsce, już niedługo o każdym puszczonym bąku będziemy decydować przez przyjęciu lub odrzucenie ustawy o bąkach i innych gazach wylotowych organizmu ludzkiego. Gratuluję. To się nazywa totalitaryzm.
niedziela, 15 kwietnia 2012
Spot dla debili
Rząd, po fali krytyki związanej z podnoszeniem wieku emerytalnego, postanowił wyprodukować spot dla debili wyborców, który w przystępny sposób tłumaczy na czym polega tzw. reforma. Przy okazji odwołuje się on do najgorszych polskich tradycji i schematów myślenia spod hasła „mogę mieć źle, ale niech mój sąsiad ma gorzej”. Krótki filmik zaczyna się od pełnej oburzenia wypowiedzi niebrzydkiej brunetki, której w ogóle nie przeszkadza fakt, że zostaje w biały dzień oszukana i okradziona przez bandycką szajkę. Nie. Owa młoda, wykształcona brunetka z pełną pokorą przyjmuje to, iż musi pracować 7 lat dłużej oraz to, że każdego miesiąca rząd zabiera jej 1/3 wypłaty, żeby wrzucić je do wielkiej czarnej dziury zwanej ZUS-em. Jedyne co bohaterce spotu przeszkadza, to że bez reformy niektórzy przechodziliby na emeryturę wcześniej od niej (to, że ona przechodziłaby szybciej ode mnie, już jej tak bardzo nie doskwiera). Dalej widzimy tą samą, uśmiechniętą od ucha do ucha panią, która wraz z równie głupio uśmiechającymi się przedstawicielami różnych grup zawodowych składają kontury Polski. Scenie tej towarzyszą słowa lektora, który ciepłym i przekonywującym głosem tłumaczy, że reforma nie polega tylko na zwiększeniu wieku emerytalnego, ale przede wszystkim na odebraniu przywilejów emerytalnych ludziom, którym obiecało się wcześniejsze emerytury w zamian za podjęcie się pewnych zadań, a niewywiązanie się z tej umowy jest przejawem sprawiedliwości państwa. Dalej lektor wylicza, że po zmianach dłużej będą pracować policjanci (w tym momencie na spocie widać gliniarza cieszącego się z faktu, że chociaż poszedł do Policji z nadzieją na wczesną i dużą emeryturę, będzie zasuwać prawie do siedemdziesiątki), żołnierze, sędziowie, prokuratorzy i rolnicy. Później lektor sugeruje, że wszystkiemu winni są księża i że ich też dosięgną zmiany. Całość spuentowana jest cytatem ze starego dowcipu o dwóch złodziejach napadających na pociąg Jak wszyscy to wszyscy. Solidarnie. "Księża też" - chciałoby się dodać. Ot, taki żarcik na rozluźnienie tej napiętej sytuacji. Potem widać już tylko radość Polaków: Jeszcze mnie nie przestał boleć odbyt, a znów mnie dymają :) Jak miło. Początkowo myślałem sobie, że w tym rządzie siedzą imbecyle. Serwują nam takie pierdoły i myślą, że ktoś im uwierzy. Ale po krótkim zastanowieniu sądzę, że to nie w rządzie siedzą imbecyle. Tam siedzą ludzie przebiegli i zuchwali, którzy mimo podniesienia VAT-u, składki rentowej, podatku belki, ciągłego zadłużania państwa, upaństwawiania obywateli i licznych wpadek na polu polityki zagranicznej maja poparcie prawie połowy Polaków. Nie wiem co jeszcze tuskowa ekipa musi zrobić i jak nas zgnoić, żeby Polacy okazali jakiś sprzeciw. No chociaż maleńką, najdrobniejszą formę obywatelskiego nieposłuszeństwa. Wierzyć mi się nie chce, że naród, który szczyci się obaleniem komunizmu i wzniecaniem powstań narodowo-wyzwoleńczych daje się tak wyzyskiwać. Jeśli komuś podoba się niewolnicze życie, praca do śmierci, oddawanie połowy zarobionych pieniędzy i robienie tego, co ktoś mu każe, to niech sobie tak żyje. Ja się tylko pytam, czemu moim kosztem? Kompletnie też nie rozumiem, jak ludzie mogą jednocześnie uważać się za patriotów, a z drugiej strony cieszyć się z tego, że innym przedstawicielom ich narodu dzieje się źle. Jeśli o mnie chodzi, to nie mam zamiaru dostrajać się mentalnie do bohaterów propagandowych spotów i apeluję do wszystkich Polaków biorących (czynny i bierny) udział w wyborach: odpieprzcie się od moich emerytur, od moich pieniędzy, od mojego życia.
wtorek, 10 kwietnia 2012
A jednak liberał
Mało mam czasu, więc króciutko. Dziś rocznica katastrofy smoleńskiej. Wspomnienie tych wydarzeń oraz ostatnie doniesienia medialne na temat rzekomych więzień CIA w Polsce budzą we mnie przekonanie, że p. Donald Tusk i jego poprzednicy jednak są liberałami. Oczywiście nie w kwestiach gospodarczych czy społecznych. Tu nasi dzielni politykowi konsekwentnie realizuje idee socjalistycznego państwa totalitarnego, a to podnosząc podatki, a to zakazując hazardu czy Internetu, a to mówiąc rodzicom jak mają wychowywać dzieci. Przykłady można mnożyć bardzo długo. Jest jednak jeden aspekt polityki, w którym nasi rządzący są prawdziwymi liberałami. Chodzi tu oczywiście o politykę zagraniczną. Obce państwa mogą robić w Polsce co im się żywnie podoba. Mogą prowadzić śledztwo w sprawie katastrofy, w której ginie głowa naszego państwa. Mogą zakładać więzienia, w których torturują terrorystów. Mogą też znacznie więcej. Jeszcze parę lat temu mogły, wbrew polskiej konstytutce, dokonywać ekstradycji Polaków. Te paskudne praktyki zostały już ukrócone. Dziś już konstytutka tego nie zabrania. Dziś obce państwa mogą to robić legalnie. O takich drobiazgach jak narzucanie nam absurdalnych przepisów dotyczących używania żarówek, importu bananów czy hodowli kur nie wspomnę. A kto wie, może już niedługo będą też decydować o finansach naszego państwa. Dobrze wiedzieć, że w żyłach naszych polityków płynie krew prawdziwych liberałów. Chciałoby się rzec: libertarian. W niecierpliwym podnieceniu czekam, aż my też będziemy mieli tak duże prawa, jak mają nasi sąsiedzi.
piątek, 06 kwietnia 2012
Na polskiej scenie politycznej są dwie partie o raczej zdrowych poglądach (niestety są na niej jako statyści): Kongres Nowej Prawicy i Unia Polityki Realnej. Niestety obie te partie mają kilka minusów. Główną wadą pierwszej jest p. Janusz Korwin-Mikke, który, mimo ogromnej inteligencji, nie potrafi (albo nie chce) zaakceptować reguł, jakimi rządzi się demokracja. Reguł, które mówią, że o wszystkim decyduje tępy motłoch, wtórni analfabeci oraz tłumy o mentalności szarańczy lub stada krów, którymi sterują mass media. Tenże Janusz Korwin-Mikke ma skłonność do podkładania się nielubiącej go telewizji, aby ta wyrywała jego wypowiedzi z kontekstu i przekręcała je w celu zrobienia z niego pajaca w muszce. I nie ma tu najmniejszego znaczenia to, czy p. Janusz Korwin-Mikke mówi prawdę miażdżąc lewaka, odradzając niepełnosprawnej dziewczynce lekcje WF-u czy twierdząc, że podatki za Tuska są większe niż były za Hitlera. System jest taki, że od prawdy ważniejszy jest szeroki uśmiech. Wadą drugiej jest brak p. Janusza Korwin-Mikke. Po jego odejściu z UPR-u, partia ta, wraz z człowiekiem który trzymał cały ten bajzel w kupie, straciła większość swojego elektoratu. A i wszelki słuch medialny powędrował za panem Mikke. Innymi problemami polskich partii wolnościowych jest poważny brak struktur. Jest garstka mniej lub bardziej konkretnych ludzi w centrali, ale niestety w poszczególnych regionach – chyba kiepsko. Na przykład: dostałem ostatnio e-mail od lokalnego działacza jednej z tych dwóch partii. Autor e-maila rozwodzi się na temat poziomu polskiej edukacji, który leci w dół niczym pijany student, który po przechyleniu kolejnego kielonka, zachwiał się i straciwszy równowagę zaraz przyrżnie głową o podłogę. Niestety ów lokalny działacz sam wydaje się być dowodem tego, o czym pisze. Treść krótkiej wiadomości zamieszczam w postaci niezmienionej: W związku z artykułami (polecam strona centralna UPR)dot.upadku poziomu Pod względem gramatycznym jest OK, ale notoryczna awaria klawisza „alt”, niepotrzebne powtórzenia oraz nadmierna swoboda i niekonsekwencja w używaniu znaków przestankowych raczej nie zachęcają do wiązania się z ideą konserwatywnego liberalizmu. Zgadzam się, że poziom nauczania w Polsce nie jest wysoki, ale aż strach pomyśleć co by było, gdyby do władzy doszła partia, której przedstawiciele wysyłają maile w stylu blond-gimnazjalistek. Szanowny kolego, przeczytaj czasem to, co piszesz. Ewentualnie poproś kogoś o sprawdzenie błędów. I tak na przyszłość: najpierw przecinek (kropka), a potem spacja. Chyba że to taka nowa strategia: zniżyć się do poziomu wyborcy i w ten sposób osiągnąć sukces. Cóż, może jest to jakieś rozwiązanie. Życzę powodzenia. Czy w tym kraju nie może być normalnie? Czy partia o normalnych, zdrowych ideach nie może być jednocześnie dobrze zorganizowana? Czemu ludzi, którzy potrafią działać, pracować organizować ciągnie do socjalistycznego badziewia spod znaków PO, PiS etc. etc. etc.? Odpowiedź prosta: bo tam większe szanse na sukces. A tak na marginesie: zbliża się Wielkanoc. Z tej okazji nie składam żadnych życzeń. Wystarczą wam te, które dostaniecie w różnych spamach, listach i audycjach radiowo-telewizyjnych.
czwartek, 29 marca 2012
„Nie dla 67, tak dla 69”
Tak swój pogląd na temat podniesienia wieku emerytalnego wyraził niejaki <x>. I ja się z nim zgadzam. Osobiście też wolę 69. Zdaje się, że bardzo dużo ludzi nie lubi 67. W Warszawie np. ostatnio mają miejsce protesty przeciw podniesieniu wieku emerytalnego. Mnie to cieszy. Dobrze wiedzieć, że naród nie wszystko ma głęboko w bucie i niektórzy na wiosnę budzą się ze snu, w który zapadliśmy przynajmniej 20 lat temu. Chociaż z drugiej strony cele protestów organizowanych przez „Solidarność” są bez sensu. Polski system emerytalny jest wysoce niewydolny. Każdego roku budżet państwa dopłaca do niego dziesiątki miliardów złotych. Sam ZUS zabiera nam każdego miesiąca trzecią część wypłaty. I niestety większość tych pieniędzy idzie na zmarnowanie. Gdyby wytapetowano nimi ściany lub wrzucono do kominka, byłby z nich jakiś pożytek. Ponadto przepisy związane z ZUS-em oraz bezczelność urzędników doprowadza do ruiny wielu uczciwych przedsiębiorców. „Solidarności” to specjalnie nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie – podoba im się ten system. Jedyne czego chcą, to żeby wiek emerytalny nie został podniesiony. Niech będą niskie, dziadowskie emerytury, ale niech przynajmniej będą. Bo ZUS je gwarantuje. Że ZUS nie ma pieniędzy? To nic. Za ZUS-em stoi trzecia erpe. Że trzecia erpe bankrutuje? Ale za nią stoi Unia Europejska. Że to kolos na glinianych nogach? Jakoś to będzie. Tak mniej więcej wygląda mentalność przeciwników podniesienia wieku emerytalnego. Niestety panowie, pieniądze na wypłaty emerytur na drzewach nie rosną. Jedyne co można zrobić, aby nie wprowadzać „67”, to: obniżyć emerytury, dopłacać z budżetu, dodrukować kasę. Oczywiści każde z tych rozwiązań byłoby przejawem wielkiej bezczelności władzy. W pierwszym czekałyby nas protesty na ulicach, w drugim zabrakłoby pieniędzy na szpitale, szkoły, autostrady, zasiłki, policje, wczasy dla prezydenta lub jedną tysięcy innych rzeczy, a w trzecim wzrosłaby nam inflacja. Jedynym skutecznym rozwiązaniem jest likwidacja tego złodziejskiego systemu. Ale na to „Solidarność” nie pójdzie. Co się zaś tyczy innych, bardziej konkretnych przejawów obywatelskiego nieposłuszeństwa, to w najbliższą sobotę wybieram się na Kongres Protestu do Warszawy. Zapowiada się ciekawie.
niedziela, 25 marca 2012
Sp...
Dziś zmiana czasu. Spaliśmy godzinę krócej. Tzn. kto spał krócej, to spał krócej. Ja spałem tyle co zawsze, tylko godzinę później się obudziłem. Niestety bezczelność władzy już jest tak wielka, że mówią nam, która jest godzina. Poza tym, wczoraj pojawiła się scenie politycznej nowa partia - Solidarna Polska. W skrócie: SP... Lewe płuco prawicy, z pp. Ziobrą i Kurskim na czele. Oczywiście rewelacji nie ma. Jeśli o mnie chodzi, to po ojcach założycielach wiele się nie spodziewam. Partia ma podobno reprezentować interesy zwykłych Polaków. Co będzie robić z niezwykłymi? Nie wiem. P. Ziobro zapowiedział też, że będzie bronić sprawiedliwości społecznej. Czym się sprawiedliwość społeczna różni od zwykłej sprawiedliwości p. Ziobro nie wyjaśnił, ale podejrzewam, że to dwie różne rzeczy, ergo SP... będzie walczyć ze sprawiedliwością. W kwestiach podatkowych oczywiście duża progresja, podatek od banków oraz wiele innych nowych rozwiązań wyciągających pieniądze z naszych kieszeni. Ogólnie rewelacji nie ma. Od reszty hołoty różni się tylko szerokością uśmiechu. Proponuję zmianę nazwy na Socjalistyczna Polska. Może gorsze pod względem marketingowym, ale znacznie lepiej oddaje ducha partii. To tak w dużym skrócie. Akurat jestem przed podróżą i trochę czas mnie goni, więc dlatego tak mało.
czwartek, 01 marca 2012
Polska 0 – 0 Portugalia
We wczorajszym meczu na stadionie narodowym nasza reprezentacja zremisowała z reprezentacją Portugalii. Piszę o tym dopiero dziś, bo dopiero wróciłem z tego meczu. Nie przepadam za piłką nożną. Pojechałem bardziej w celach towarzyskich. Zwłaszcza że mecz nie zachwycał, a stadion, chociaż bardzo piękny i pozytywnie mi się kojarzył, niestety 4 razy przepłacony. Ale kogo to obchodzi. Lud ma jeszcze trochę chleba, a jak teraz jeszcze dostanie igrzyska, to się takimi pierdołami jak przekręty na grube miliardy nie będzie przejmował. Od samego meczu znacznie ciekawsze było dotarcie na ten mecz. Nie będę się rozpisywał na temat samej podróży pociągiem z Nysy do Warszawy, bo nawet jakbym chciał, to to by trzeba przeżyć samemu (pozdrowienia dla Klaudii ze Szczytna). Natomiast dostanie się na sam stadion, przejście przez bramki kontrolne też wymagało nie lada umiejętności. Problem polegał na tym, że do Warszawy nie wpuszczali samochodów z zewnątrz, więc samochód, którym jechali nasi znajomi, a w którym mieliśmy zostawić rzeczy, został na Okęciu. Cóż, udałem się więc do bramek z plecakiem, gitarą i laptopem. Panie, z tym sprzętem pan nie wejdzie. Pan na bramce grzecznie skierował mnie do depozytu. Niestety podczas imprez masowych nie może wszystko działać sprawnie. Np. depozyt może nie działać. I nie działał. Więc wróciłem z tą gitarą do bramek. Na wejściu kazali mi ją rozpakować i pokazać. Przy następnej bramce to samo: sprawdzenie futerału z gitarą i delikatne obmacanie w poszukiwaniu skarbów. Tak więc ostatecznie okazało się, że jednak można z gitarą wejść, więc nie rozumiem, czemu za pierwszym razem pan bramkarz mnie odsyłał do depozytu. Może żeby zrobić zamieszanie i spowolnić proces wchodzenia na stadion. Z drugiej strony drugi z naszych gitarzystów nie miał tak łatwej przeprawy i musiał znaleźć czynny depozyt. I w końcu znalazł. Nawiasem mówiąc, przy tym całym zamieszaniu, przeszukiwaniu i sprawdzaniu gitar, czy aby nie będę próbował udusić któregoś z kibiców struną albo rozbić komuś na głowie pudła rezonansowego, wniosłem na mecz pałkę teleskopową, nóż oraz pistolet-wiatrówkę. Oczywiście nie specjalnie. Chciałem je nawet zostawić w depozycie, ale był zamknięty. Podobno policja po meczu twierdziła w mediach, że impreza odbyła się bez incydentów. Oczywiście że bez incydentów, bo jak Marek (wspomniany drugi gitarzysta) próbował zgłosić, że chcieli go pobić (i nawet chyba raz dostał lekko pięścią), to owe przyjmowanie przez policję zgłoszenia polegało tylko na odsyłaniu Marka do kolejnych funkcjonariuszy (gdzieś na tej drodze pojawili się jeszcze ratownicy medyczni), aż w końcu Marek machnął na to ręką, bo sprawca i tak opuścił swoje miejsce i gdzieś zniknął. Więc nawet gdyby doszło do gwałtu lub morderstwa to policja i tak by mówiła, że obyło się bez incydentów, bo przecież nikt nic nie zgłosił. Bo komu? Reasumując, gdyby nie sam mecz, to byłaby to bardzo fajna wycieczka. No może poza małymi problemami z biletami i z PKP. Ale o tym napiszę innym razem (może będzie też wideorelacja).
wtorek, 14 lutego 2012
Walę tynki
Dziś święto, jak sama nazwa wskazuje, leniwych ekip budowlanych oraz (kompletnie nie wiem czemu) zakochanych. Budowlańców na razie zostawmy w spokoju. Natomiast w ramach panującej (nie tylko dziś) polityki miłości, najlepszy premier w Europie zwołał konferencję prasową. Na tejże konferencji pan premier zapowiedział, że już niedługo będziemy mogli spać spokojnie, bez obaw o system emerytalny, który na pewno nie rozleci się niczym dwie nowojorskie wieże - efektownie i z hukiem. Pan premier zapowiedział, że już za miesiąc do Sejmu powinien trafić projekt ustawy o pocałowaniu rządu w dupę przez ubezpieczonych w ZUS-ie o podniesieniu wieku emerytalnego. Dziwny to rodzaj miłości ze strony p. Donalda Tuska. Nawet nie cielesna. To normalny, regularny gwałt. I to zbiorowy. Tzn. zbiorowy pod względem ilości gwałconych osób. Oczywiście można dyskutować, czy wiek emerytalny powinien wynosić 60, 65 czy 67 (chociaż ja już dawno sugerowałem, że powinno być 100 lat - problemy finansowe natychmiast by się skończyły), ale pacta sunt servanda. Jak zacząłem odkładać do Zapłać Uklęknij Sp... (ups... tzn. mój pracodawca zaczął część mojej wypłaty tam wysyłać), to miałem umówione 65 lat. Jak 65 to 65! Najlepszy premier w Europie okazał się na tyle bezczelny, że zagroził swoim ofiarom, że jeśli nie będą chciały dać po dobroci (tzn. dać pieniędzy), siłą weźmie jeszcze więcej. A to podnosząc VAT, a to zwiększając składkę emerytalną. Cóż, jak mówił Aleksy de Tocqueville: Nie ma takiego okrucieństwa ani takiej niegodziwości, której nie popełniłby skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy. Swoją drogą, jeśli tak wygląda polityka miłości, aż strach pomyśleć co by z nami zrobił premier, który by nas nienawidził. A tak się składa, że św. Walenty, którego dziś wspominamy, oprócz zakochanych, był również patronem ciężko chorych (zwłaszcza psychicznie). Z okazji walentynek życzę więc panu premierowi oraz zakochanym w nim wyborcom zdrowia (zwłaszcza psychicznego). |
Archiwum
Ostatnie wpisy
Zakładki:
Ulubione strony
Napisz do mnie: Polecam:
|